Nostalgiczna i majestatyczna Krutynia, jedno z moich ulubionych archiwalnych zdjęć, wykonane przez przyjaciela fotografa-amatora.
Kapryśna jest wiosna tego roku i każe nam na siebie poczekać. No więc czekam i z niecierpliwości przytupuję nogami, które się rwą do ogrodu, ziemi, sadzenia i nawet koszenia.
Kubuś zażyczył sobie domowy ''pudling'' czyli w kubusiowym języku budyń.
Jak już go dostał, podsumował go jednym słowem: ''rozkoszny'' .... ;-))
A oto i Werner, o którym wspominałam we wcześniejszym poście. Słynny uczestnik maratonów w Moskwie, Berlinie, Nowym Yorku, Bostonie, Wiedniu, Hamburgu, Bremen a także Reykjawiku i Sztynorcie. Chylę nisko czoła przed nim i tez chciałabym w tak słusznym wieku utrzymać taką formę. Mazury zna jak własną kieszeń, przebiegł tu niemało kilometrów a teraz weźmie udział w czerwcowym maratonie nad Krutynią.
Na pewno będę mu kibicowała!
Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających!




