poniedziałek, 18 lipca 2011

skamiejka znaczy ławeczka

Pan Janek wykonał dla mnie ławeczki do pokoi, nie jet to dokładnie to o co prosiłam ale tez urokliwe.


Tak wygląda tapeta w wezgłowiu łóżka, bardzo ciekawa bo welurowo-miękka i mila w dotyku. Mam nadzieję, że apartamenty zyskają  na charakterze dzięki niej.

No i jest imię dla pieska! Lollie - czyli Loli, Lola. Imie pieska, którym opiekowaliśmy się w Anglii od samego początku, to jest jej i Kuby narodzin (są w zasadzie rówieśnikami). Do dziś Kubuś ja pamięta i każe sobie opowiadać bajki!  Lollie angielska warowała przy łóżeczku albo bujaku Kuby aż do czasu kiedy zaczął raczkować, pełzać i... ciagac ja za uszy i ogon! Lollie znosila to jednak ze stoickim - labradorskim spokojem. Parę zdjęć znalazłam z okresu szczenięctwa Lollie i Kuby;-))




pożegnanie z Lollie rok temu;-((

A to juz nasza krutynska Lola;-)) Sliiiicznaaaaaa tak samo jak pierwsza!



Mam też już  tabliczki z wygrawerowanymi nazwami pokoi:
Oto one:

w tataraku
we wrzosach
w kaczeńcach
w zawilcach
w sitowiu
w trzcinach
w skrzypach

A wiec, który z pokoi mam rezerwować na sierpień dla Was???



piątek, 15 lipca 2011

Iga, mala czarna, szyld i kurki


Idealna pogoda na kurki, parno i deszczowo. W 20 minut uzbierałam koszyczek kurek, będą dla moich gości na śniadanie! Chętnie poszłabym na dłuższe grzybobranie, ale obowiązki mamine nie pozwalają...

chłopaki wykorzystali dach samochodu do zainstalowania szyldu

Iga nabrała instynktu matczynego i opiekuję się maluchem, (ciągle maluch - bo imię jeszcze nie postanowione). Suczka jest charakterna i choć najmniejsza z psiej ferajny - w kaszę sobie dmuchać nie da. Jak ją zdenerwują inne  psiaki ( a mamy ich chwilowo 4 sztuki - nasze dwa plus dwa gościnnie) to warknie na nie całkiem porządnie. Nasza Iga jest lekko skołowana, bo wreszcie znalazł się pies który dominuje nad nią choć wiekiem i wzrostem nie dorównuje.


tak się prezentuje szyld zawieszony, będzie jeszcze podświetlony


Iga matkuje malej czarnej;-))

środa, 13 lipca 2011

ufffff, i nowy czlonek rodziny

Uffff co za dzień!!! Dziś się tyle działo, ze nie mieliśmy czasu aby siąść i choć chwile odsapnąć. Powoli nie ogarniam tego wszystkiego wokół. Lubię jak się wiele dzieje, ale lubię tez mieć wszystko pod kontrolą a mam wrażenie ze teraz tak nie jest. Hm .....

Maciek z rana pojechał odebrać szyld. Wg mnie prezentuje się pięknie! A co Wy myślicie?


Potrzebujemy drabiny x2 i tyleż pomocników do zamocowania, może jutro uda się nasz szyld zawiesić?

Maciek od dawna zbierał się do wykończenia siatek w drzwiach tarasowych, ale malowanie pokoi zabrało mu ostatnie dwa tygodnie i na nic innego nie starczyło już mu czasu. Wiec w końcu dziś mógł je odhaczyć z długiej listy rzeczy niezrobionych.


Uwaga! Uwaga! Teraz przedstawimy Wam naszego najmłodszego członka rodziny;-)) Oto ona:



Moj wymarzony Jagdterrier, szukamy imienia, proszę pomóżcie!


Słoooodka nie????

wtorek, 12 lipca 2011

ciasto marchewkowe


Dziś nas odwiedziły kuzynki Kubusia - Maja, Julia i Emilia i postanowiliśmy wspólnie upiec ciasto marchewkowe. W tyle rąk poszło nam bardzo szybko. Było wesoło i smacznie. Nawet Antoś asystował dzielnie;-)

Gdy dzieci zarządzały kuchnia, kosiła się trawa (Maciek), kładły deski w kolejnym pokoju (2 panów)  i odbierała dostawa pościeli, kołder i ręczników (to ja).  A Iga rozprawiła się z kolejnym kawałkiem trawnika!

Natomiast moja siostra w Warszawie buszowała po sklepach w poszukiwaniu dodatków wyposażenia, typu lampy, narzuty, chodniczki etc. Macka mama szyje zasłony, mój brat udziela porad technicznych, tato Macka dowozi rośliny, nooooo - jeśli tyle osób się w TO angażuje to nie może się nie udać, prawda???


3majcie kciuki bo to już tuz tuz!!!

poniedziałek, 11 lipca 2011

Sofy, piękne!

Jak widać ze zdjęć, przyjechały już sofy do apartamentów, a przyjechały do nas aż z Brodnicy, szyte zresztą na zamówienie. Firmę poleciła mi siostra: można obejrzeć ich wyroby na: www.sits.pl

Wspólnie tez wybrałyśmy kolor - jedwab naturalny, który na żywo podoba mi się jeszcze bardziej. 





Urządzanie pomieszczeń to już ta milsza cześć z całej budowy, ale do tego jeszcze chwila została. Chłopaki potrzebują około tygodnia do ułożenia desek.

Teraz to wyglada tak:



A dziś musieliśmy odmówić panom dziennikarzom z TVN-u rezerwacji na 20 osób, jaka szkoda, że nie jesteśmy gotowi...... Mamy tylko nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze..

sobota, 9 lipca 2011

Co za tydzień!

Dziś skoro świt przyjechały deski podłogowe - dąb bielony rustic. Ach te deski! Wiele dumaliśmy nad nimi, bo też wiele zależało od nich. Albo estetyka Szuwarów ucierpiałaby albo finanse, wybraliśmy to drugie tworząc sobie dziurę budżetową na miarę rządu Tuska;-) Mamy nadzieje, że warto było.









Ciężko uwierzyć, że ta sterta desek to jest równowartość dobrego samochodu a jednak to fakt. 

Dziś sobota, wiec wszyscy skończyli prace wcześniej, wszyscy oprócz mego męża pracoholika. Musiałam zabronić mu pracować! Maciek już zapomniał co to relaks i nie potrafi się zatrzymać w swej pracy. Koniec końców wszyscy ucięliśmy sobie zdrową popołudniową drzemkę, nawet Iga przyczłapała do sypialni i tez sobie z nami pospała.

Gałkowem przejeżdżaliśmy, tłumy były nieprzebrane ale zawody nie do końca udane. Z powodu dość poważnego upadku konia i jego jeźdźca skoki trzeba było przerwać. Za to w Krutyń w tym czasie świeciła pustkami... wszystkich wywiało do Gałkowa!

Wieczorem Maciek już nie odpuścił i zaczął podlewać i pielić. A ja mogłam wreszcie nacieszyć się TV BEZ SPORTU! Przez parę ostatnich wieczorów - na okrągło - włączone były tylko kanały sportowe. To dlatego, ze użyczyliśmy naszego domu na noclegi ekipie układającej podłogi w Szuwarach a panowie okazali się wielbicielami sportu...  Co za tydzień!































piątek, 8 lipca 2011

lato-lato, lato czeka, razem z latem - czeka rzeka....



Wizytacja u Pana Janka wypadła satysfakcjonującą, prace nabrały tempa a na zdjęciach prezentuje się stół-kufer do apartamentów. Po jego bokach będą jeszcze zainstalowane ładne zawiasy. 

No i wreszcie zrobiło się ciepło! Na niedzielę planujemy rodzinny piknik nad rzeką. Mieszkać nad Krutynią i jeszcze ani razu w tym roku się w niej nie wykąpać to prawie grzech;-) Atrakcje zapewnia w ten weekend Gałkowo ze swymi zawodami i imprezami im towarzyszącymi jak i Pieckiniada, ale my nie bardzo lubimy tłumu to pewnie wybierzemy opcje rzeczną.

Jeśli chodzi o postępy w pracach: legary są położone na gorze, łazienki pomalowane, teren w miarę ogarnięty, tylko Iga sieje spustoszenie w nowo posianej trawie.... Taka jest natura psa rasy beagle i co tu zrobić???

Pierwsi goście zainstalowali się na gorze i wydają się być bardzo zadowoleni:-) a my z kolei bardzo lubimy zadowolonych gości!

A pamiętacie tę piosenkę?

Lato , lato , lato czeka ,
Razem z latem czeka rzeka
Razem z rzeką czeka las
A tam ciągle nie ma nas .
Lato , lato , nie płacz czasem ,
czekaj z rzeką , czekaj z lasem
W lesie schowaj dla nas chłodny cień
Przyjedziemy lada dzień.

Ta piosenka pasuje tu do nas, więc czekamy na Was- miłych gości  z naszą piękną rzeką i lasem!!!

czwartek, 7 lipca 2011

dzien za dniem

Jutro do Gałkowa i jego okolic zawitają miłośnicy koni i skoków, wiemy ze będą tłumy wiec postanowiliśmy wykorzystać to i szybciutko powstał pomysł tablicy ogłaszającej:


Zapraszamy gości do oglądania Szuwarów, pokazujemy co już zrobiliśmy, opowiadamy o planach. Spodziewamy się dużego ruchu w nadchodzący weekend wiec planuje upiec ciasto i wyjść dosłownie do ludzi przy drodze. Gordon Ramsay w jego Kitchen Nightmares (odpowiednik Magdy Gessler i jej kuchennych rewolucji ) w ten właśnie prosty sposób przekonywał do przyjścia w nowe miejsca. Przekonamy się czy i jak to działa w Polsce.



Oto moje kwiatki, jeszcze są to znaczy jeszcze bo pewnie Iga i Kuba długo im pożyć nie dadzą, bardzo skutecznie niszczą wszystko co rośnie.... Zboże wczoraj jeszcze sfotografowane dziś zostało już doszczętnie stratowane przez w.w osobniki...

A wiec do jutra!

środa, 6 lipca 2011

podlogi to brzmi dumnie;-)

Tak wygląda kładzenie legarów. Ekscytujące prawda? Poważnie - to jest ekscytujący dla nas moment bo od położenia desek już tylko krok do umeblowania pokoi, słowem widać koniec!

Ekipa kafelkarska już wykańcza łazienki kładąc tynk strukturalny co wygląda w zbliżeniu tak: 

a z oddali tak:


A Maciek nadal walczy z malowaniem, to prawdziwa droga przez mękę.... Najpierw z koloru, który miał być szarym wyszedł fioletowy, potem po dokupieniu farb mieszanych maszynowo okazało się, że każde wiadro z farbą  ma inny odcień szarości... i nie wiadomo jak wykonać drugie malowanie ścian... Maciek powoli na widok pędzla i wałka do malowania ma ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie...

Ja zresztą tez, ale z innego powodu. Staram się zapełnić dom gośćmi, którzy przyjeżdżają na wielką coroczną  imprezę w Galkowie  - bicie rekordu Polski i świata w Skoku na Wysokość o Puchar SHARP. Goście najpierw proszą - wręcz błagają o pokoje ( bo z powodu zawodów brakuje wolnych miejsc w promieniu 20 km) po czym bez uprzedzenia rezygnują z nich... potem są kolejne telefony, kolejne rezerwacje i  znowu nie wiadomo na czym stoimy... Jak mówi koleżanka: dopóki nie ma walizek w pokojach nie można wierzyć że goście są ... Hm, jeśli tak to nie pozostaje mi nic innego jak pobierać od każdego bez wyjątku zaliczkę. Bolesna nauczka, ale chyba dobrze, że ją przeszłam na samym początku. 

Z powodu obfitych deszczów, które nas ostatnio nawiedzały wszystko co zielone poszybowało w gorę, i to jak!  Zielsko niestety też, taczkami wywozimy je ale np moje zboże wybujało ślicznie:


do jutra!  pa pa

poniedziałek, 4 lipca 2011

malujemy i malujemy



Obiecałam zdjęcia widoku z apartamentu na pietrze. Oto i on.  Myślę ze jest cool ;-)) Nic tylko zasiąść przy dobrej kawie i książce....

Dzień minął nam bardzo pracowicie a szczególnie Mackowi, który maluje od rana do nocy, jest 22.00 a Maciek dopiero zbiera się do powrotu. Jesteśmy zmęczeni i zestresowani ta końcówką.  To było jednak do przewidzenia. Na szczęście dzień jest na tyle długi, że po wykąpaniu i położeniu spać dzieci, udało mi się  wyjść  na mały spacer z psem po lesie. Złe emocje opadły, stres wyparował, może nie cały ale choć trochę.... Mackowi został już tylko nocny obchód terenu, oraz intensywny zapach maciejki o tej porze jako cale lekarstwo na troski tego dnia.... Znalazłam parę kurek, to będzie dla męża na śniadanie jajecznica na dobre rozpoczęcie kolejnego dnia!

Dobranoc i do lepszego jutra.

piątek, 1 lipca 2011

dzien znikajacych skarpetek

Lubię takie deszczowe dni jak ten dziś! Oczywiście nie za często, ale od czasu do czasu to super czas na remanent szaf, układanie zawartości szuflad, przeglądanie zakamarków i nadrobienie zaległości w grach i pracach ręcznych z dziećmi.  Dziś to wszystko zaliczyliśmy. Po przeglądzie ubrań odnajdują się zawsze gdzieś znikające skarpetki co mnie naprowadziło na myśl, że jeśli są jakieś marsjańskie istoty trzynożne to na pewno noszą skarpetki nie do pary;-)) Nie ma mocnych aby tyle skarpet utrzymać w ryzach! A może jednak WY macie jakiś niezawodny sposób? Jeśli tak to koniecznie dajcie znać!
Dzięki deszczowej pogodzie odkryłam również talent taneczny mego synka! Ogólnie wszyscy domownicy padli wcześniej niż zwykle, może to ciśnienie a może ten pochmurny a wiec ciemniejszy niż zwykle wieczór ich zmylił??? Tak czy inaczej zyskałam godzinkę dzięki wcześniejszej drzemce i tym samym wreszcie czeka mnie wieczór z książka! WOW!!! Ale przedtem sprawozdanie z placu budowy dla tych co na niego czekają.

Kafelki w holu są położone trzeba je tylko zafugowac. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu, oto on:



Myślę ze te kafle bardzo ładnie imitują drewniana podłogę.
Znalazł się ktoś do pomocy przy malowaniu więc te prace tez nabrały tempa. Jak pogoda pozwoli jutro wykończa schody zewnętrzne. I to tyle na dzis.

Pozdrafki!!!