środa, 14 października 2015

Jesiennie w Szuwarach

I tak nastala jesień. Szybko przyszły mrozy nawet do -8 w porywach, przez które cały nasz piękny ogród w ciągu jednej nocy padł...  Zal było roślin, które w najlepsze sobie kwitły... Stwierdziliśmy tym samy, że sezon definitywne można uznać za zamknięty i w ciągu paru dni zwinęliśmy wszystkie leżaki, hamaki, stoły i krzesła ogrodowe, piaskownicę, domek do zabaw a także trampolinę... Trochę smutna jest ta chwila zwijania się... Taka kolej rzeczy.... Za to jest bardzo spokojnie i cicho, jesiennie kolorowo, no i znowu dużo biegamy - niechybnie wchodzimy w etap wyciszenia Szuwarowego, wrzucamy na drugi bieg i wolniutko toczymy sie w kierunku zimy... Poki co jeszcze szukamy kasztanów, zbieramy liście, spacerujemy, palimy ogniska, wycinamy pozostałości traw i bylin ocalałych po ostatnich przymrozkach. Powoli kominek oraz koce wracają do łask, a do tego kubek dobrej herbaty z miodkiem krutynskim .... Znowu lenie kurtki i buty przewędrowały z garderoby do kufra a wyszły z niego  te cieplejsze i od razu garderoba ciasnawa się zrobiła.... 

Takie coroczne rytuały tez maja swój urok:-)










 Dzisiaj z Okazji Dnia Nauczyciela dzieci miały wolne:-)) W sumie to bardzo dobrze wyszło! Spędziliśmy ten poranek na pracy w ogrodzie, a potem w nagrodę za ciężką prace - w Aquaparku w Mikołajkach. Dzieci na szczęście bardzo lubią pracę w ogródku, bo są zachęcane do tego w szkole no i nie bez znaczenia jest na pewno moje i Macka zamiłowanie do tych prac. Kuba i Antos sami zbierają rożne nasionka i je spotem sadza, maja zielniki, znają wiele nazw roślin i maja nawet swoje zagony gdzie wiosna oraz latem hodują tam swoje rośliny. Kuba zasadził już nawet własne drzewo!




Pa pa!

niedziela, 4 października 2015

Fajne Miejsce

Ilekroć się wybieram na dłuższy, krótszy czy nawet tylko weekendowy wypad szukam dla nas fajnego miejsca na pobyt. Dla mnie bardzo ważne jest aby było ładnie, z klimatem, czysto, milo .... niby nie tak wiele a jednak ze świecą  takich miejsc szukać nad naszym morzem. Nasze nadmorskie kurorty straszą okropną chaotyczną zabudową, bez składu i ładu, gdzie super-nowe miesza się z post-komunistyczną zabudową, gdzie chaszcze sąsiadują z nowoczesnymi penthousami. gdzie kiczowate budki z jadłem i napojami stoją w rzędzie z jeszcze bardziej koszmarnymi budami z pamiątkami.... a dodatkowo wszędobylskie reklamy. KOSZMAR! Na szczęście jest nadzieja, jest parę miejsce, które spełniają moje wszystkie wyszczególnione powyzej wymagania. Takim jest "Fajne Miejsce" w Dębkach, zacznę od tego: co za nazwa! Ujmująca i trafiająca w samo sedno:-)) Brawo już za nazwę! A potem tylko lepiej! Kolory morskie, akcenty marynistyczne, których na tej szerokości oczekuje (a nie zakopiańskich tak popularnych jak Polska długa i szeroka), cudny plac zabaw dla dzieci, domki w pełni wyposażone do wygodnego życia nadmorskiego a do tego jeszcze niespodzianka w postaci tratwy zacumowanej na kanaliku za płotem. CZAD!!!
















Oprócz niezaprzeczalnej urokliwości Fajne Miejsce jest dokładnie przemyślane, domki sa bardzo dobrze wyposażone, od parasoli, przez parawany, suszarki, grzejniki, każdy ma własny pilot do bramy wjazdowej oraz kod do furtek prowadzących nad morze i na główną ulice. Dzieci maja przemiły plac zabaw a nawet kino letnie pod chmurka. Czego można chcieć więcej? Aby takich miejsc było więcej! Ot co!

Polecam Wam Fajne Miejsce w Dębkach!

poniedziałek, 28 września 2015

37 Maraton Warszawski

Co za dzień! Maciek i mój brat Borys przebiegli dziś 37 PZU Maraton Warszawski, dla nich prywatnie to byl odpowiednio drugi i szósty maraton! Maciek uzyskał czas brutto: 04:23:07, netto: 04:17:36, zajmując miejsce 3765 w ogólnej klasyfikacji , a 1578- w grupie mężczyzn powyzej 30stki, poprawiając tym samym czas od wiosny o cale pół godziny! Brat pobiel jeszcze lepiej bo uzyskał czas 4h.05 minut! Brawo chłopaki! Wiem, ze przy czytaniu tego nie ma żadnych emocji ale mowie Wam, kibicując Im tam, widząc jak pokonują swoje słabości, walczą z ostatnimi kilometrami a potem cudownie szczęśliwi wbiegają na metę! To sa naprawdę wielkie emocje! I wielki szacun dla tych co tak sobie poradzili z królewskim biegiem. Bo to sa przygotowania, poświecenia, ból nieraz, pot i lzy..... No sami popatrzcie:

Tosiek i Kuba przybijali piątkę wszystkim biegaczom:

 biegł jak co roku biegacz-kelner, który cala trasę pokonuje właśnie tak:-))

 A to na trasie na 15 km, chłopaki pełni sil i radości, schody zaczną się po 36 km......


Mamy czas, spoko, możemy nawet na
kawę iść:-))

W końcu z kawy zrezygnowali i dalej potruchtali w tempie 6 min/1km przy dźwiękach zagrzewających ich do biegu kapel

A to już po 4 godzinach i 17 minutach Maciek na mecie!

 Wielka radość i wzruszenie!!!


wtorek, 15 września 2015

Dożynki

"Za moich czasów" (tak - tak, już tak mogę mówić:-)) dożynki to była impreza, że ho ho! Jedna z najhuczniejszych we wsi. Połączona była z nieodłącznym jarmarkiem, kramami z obwarzankami  i obowiązkowym strzelaniem z kapiszonów, plus pokazem najdorodniejszych plonów dumnych gospodyń i gospodarzy. Była tez zawsze jakaś lokalna kapela, pokazy straży pożarnej, nagrody, no po porostu była wielka radosna zabawa! Byc może to tylko moje oczy dziecięce tak barwnie to zapamiętały ale dzisiejsze dożynki na pewno nie mają takiego uroku ... Brak im fantazji, kolorytu, są nudne i bez polotu. Wiem, bo w zeszły weekend byłam w Pieckach na dożynkach, gdyż w pobliskiej Ukcie od wielu lat nie odbywa się już ta impreza... a szkoda. Może nie ma prawdziwych już rolników? Jak nie ma już jaj od kur wolno-biegających, mleka prosto od krowy, własnych wędlin i ryb jeszcze ciepłych po uwędzeniu..... i nie ma się czym chwalić??? Nie ma tez planów 5-cio letnich i tamtego parcia na uzyskanie ponad 100% normy plonów.....i może dlatego tez ranga takich imprez upadla... Rozumiem to dobrze, ale z drugiej strony dożynki mogłyby być wesołą w dobrym guście lokalną imprezą. Tylko trzeba pomysłu, sponsora i wyczucia smaku a nie chińskich dmuchanych zjeżdżalni i plastikowych go-cartow dla dzieci. Same piękne wianki nie wystarczą... Ludzi trzeba najpierw zorganizować do wspólnych przygotowań a potem razem posadzić przy stolach, aby poczuli tę więź i radość z bycia tu i razem. Zagrać dobrą muzykę, zrobić ognisko, wykorzystać umiejętności lokalnych artystów i lokalnych producentów dobrej ekologicznej żywności... zrobić degustacje lokalnych rarytasów, urządzić ciekawe konkursy na najlepsze plony, weki, wypieki etc etc - tak ja widziałabym dożynki.





Dla tych co może nie wiedza czym w ogóle dożynki są: to inaczej Święto Plonów, ludowe święto połączone z obrzędami dziękczynnymi za ukończenie żniw i prac polowych. W czasach przedchrześcijańskich – etniczne święto słowiańskie, przypadające w okresie równonocy jesiennej 23 września. Współcześnie obchodzone zwykle w jedną z niedziel września po zakończeniu żniw. Zwyczaj ten, praktykowany przez Słowian i plemiona bałtyckie, w różnych stronach Polski określany był jako wyżynki, obrzynki, wieniec, wieńcowe, okrężne. Wraz z rozwojem gospodarki folwarczno-dworskiej w  XV wieku dożynki zagościły na dworach majątków ziemskich. Urządzano je dla żniwiarzy (służby folwarcznej i pracowników najemnych) w nagrodę za wykonaną pracę przy żniwach i zebrane plony. Obecnie uroczystości dożynkowe mają zarówno religijny jak i ludowy charakter, powiązany z zabawą z okazji zakończenia zbiorów. 

-Tyle na ten temat skrótem z Wikipedii.